O życiu, wielu jego przejawach i przemianach oraz roli jaką w tym wszystkim odgrywa coaching
...

środa, 30 kwietnia 2014

Miłość NIE JEST uczuciem




A ja się zapytuję, bo nie jestem pewna:
"Jak się czuje miłość?" 
Przeżywa się ją gwałtownie czy delikatnie? Jaki to rodzaj uczucia, czy ma kolor i smak, jakie jest w dotyku? Gdzie się ją czuje? W brzuchu, klatce piersiowej, gardle, genitaliach czy też może w głowie? Kiedy miłość się zaczyna i co sprawia, że się kończy? Czy to coś innego niż zachwyt, wzruszenie, rozpływanie się, błogość i przyjemne bycie z bliskimi w radosnym obdarowywaniu, czy też równoczesne dzielenie się tym, co trudne i boli? A może wszystkie te wrażenia razem wzięte? Czy w pojmowaniu miłości jest miejsce na wyrzeczenia, poświęcenie, cierpienie i lęk przed utratą tego, co najwartościowsze?
Istnieją koncepcje mówiące, że w zasadzie przeżywamy jedynie dwie kategorie uczuć: miłość i lęk. Wszystkie inne emocje wywodzą się albo z lęku, albo z miłowania, a jedno wyklucza drugie, tzn. albo się boisz albo kochasz, tak jak nie można być jednocześnie spiętym i odprężonym. Tylko, że ludzie zdolni są przecież do ambiwalencji czyli jednoczesnego doświadczania sprzecznych emocji! Zastanawia mnie też z jakich składowych zbudowana jest miłość? Założę się, że zależy od jednostki, każdy doświadcza tego na swój sposób.A skąd wiedzieć, że miłość to właśnie miłość?
Ktoś kiedyś powiedział, że aby poznać miłość wystarczy zobaczyć czym ona nie jest, wówczas objawi nam się w całej okazałości.

To, co wydaje mi się szczególnie istotne to zjawiska z którymi często mylimy kochanie.

Pisał o tym już 30 lat temu amerykański psychiatra i neurolog Morgan Scott Peck w swojej kultowej, a przeze mnie dopiero niedawno odkrytej książce pt. Droga rzadziej wędrowana. Najbardziej uderzające jest to, że nie w lęku, a w lenistwie upatruje on przeciwieństwa miłości! Ją samą natomiast definiuje jako świadome otwieranie się i działanie z intencją poszerzenia jaźni drugiej osoby. W moim rozumieniu chodzi o to, żeby przekraczać swoje ograniczenia, opuszczać bezpieczną strefę komfortu i czynić to, co wydaje nam się dobre, rozwijające, właściwe dla drugiej osoby, co sprawia, że ona wzrasta, rozkwita, osiąga spełnienie i lepiej wykorzystuje swój potencjał! Nic bardziej według tego autora błędnego od przyrównywania miłości do uczucia.
Co więcej, oczy otworzą nam się jeszcze szerzej kiedy zrozumiemy,
że miłość na pewno NIE JEST:

ZAKOCHANIEM - a tak bardzo lubimy ten stan, motylki w brzuchu, maślane oczy, porozumienie bez słów i bezkrytyczne spojrzenie na obiekt zauroczenia graniczące z uwielbieniem. Zupełnie jakby ktoś rzucił urok na zakochanych. To nie jest miłość tylko odmienny stan świadomości, który się po prostu przydarza, często bez żadnej konkretnej przyczyny. Dostarcza natomiast potężnej dawki przyjemności. Działamy wówczas pod wpływem ogromnej psycho-fizycznej siły, często przypływającej bezwiednie, poza naszą świadomą ingerencją. Taki stan bliski jest psychozie, do pewnego stopnia przypomina odrealniony sposób odbierania i przeżywania rzeczywistości. ("Miłość to społecznie akceptowana forma obłędu"). Można wówczas mało spać, nie jeść i "żyć miłością" ale na szczęście dla naszych bardziej przyziemnych potrzeb organizmu - ten stan mija. Niekiedy kończy się również związek, bo nagle opadają klapki z oczu i widzimy tą drugą osobę w całej krasie (również tej ciemniejszej), a to może być baaardzo otrzeźwiające. Zdarzają się osoby, które utożsamiają miłość tylko z fazą zakochania i obsesyjnie jej poszukują zmieniając partnerów kiedy emocjonalny high opada.
Podobnie ma się sprawa z matką i jej nowonarodzonym dzieckiem. Tutaj głównie rządzi instynkt i biochemia naszego organizmu. Hormon miłości-oksytocyna łagodzi męki porodowe i "pomaga" nawiązać z dzieckiem bliskość oraz intymność. Stan symbiozy, zjednoczenia i poczucia jedności, które wówczas towarzyszą matce i dziecku są w głównej mierze uwarunkowane biologicznie i mijają w fazie pogłębiającej się separacji (oddzielania) dziecięcia. Niekiedy bywa to dla matek wielce frustrujące, szczególnie gdy przeżywają latorośl jako swoje przedłużenie. Trudniej nawiązać relację z kimś, kto nie jest częścią nas lecz odrębną, indywidualną, samodzielną istotą mającą swoje zdanie i odmienne od nas potrzeby, wartości, dążenia. To już wymaga wysiłku, refleksji, motywacji do zmiany siebie i akceptacji inności.Właśnie wtedy miłość wystawiana jest na próbę pod kątem bycia warunkową lub nie.

Miłość NIE JEST przeniesieniem. Silne emocje wobec jakiejś osoby mogą bardzo przypominać to, co czuliśmy będąc dziećmi do swoich rodziców lub innych znaczących w naszym życiu ludzi. To rodzaj uwarunkowania, szczególnie mocnego gdy wiązało się z niespełnieniem, gniewem, żalem, poczuciem krzywdy i zawodu, które "fundowały" nam ukochane osoby. W dorosłym życiu wystarczy potem, że napotkamy u kogoś cechę lub sposób zachowania, które kojarzymy z pierwotną osobą znaczącą, by wróciły silne uczucia i niezaspokojone potrzeby. Jest to reakcja nieadekwatna, rodzaj odgrywania starej relacji "w nadziei", że tym razem zaspokoi ona nasze potrzeby bliskości, jedności, bezpieczeństwa, bezwarunkowej akceptacji, da nam poczucie bycia ważnym i docenianym. To nie jest miłość, choć często bardzo ją przypomina. Przeniesienie w niektórych koncepcjach terapeutycznych jest ważnym elementem terapii, niekiedy pomaga "przepracować" traumy i trudne, wypierane uczucia. Nie może jednak być zaliczane do miłości dojrzałej ponieważ "odpala się" poza naszym świadomym wyborem.

Miłość NIE JEST uzależnieniem. Kiedy nie możesz bez kogoś żyć to znaczy, że w jakimś stopniu na nim pasożytujesz. Mocne stwierdzenie i zgadzam się z nim. Miłość powinna prowadzić do wolności, przestrzeni, zwiększać wybór i możliwości, a nie zamykać na nie. Człowiek uzależniony jest w pewien sposób ograniczony, zniewolony nałogiem, bardziej niż druga osoba obchodzi go on sam i to, co zyskuje poprzez trwanie w związku. Istotą nałogu jest znieczulanie. Obiekt miłosny jest w tym wypadku potrzebny po to, aby przesłonić nam nasze braki, niedoskonałości, pustkę, samotność, samoodrzucenie lub inne trudne do przyjęcia uczucia. Częste jest wówczas poczucie, iż bez drugiej osoby nie jestem pełnowartościowy, tym samym używam jej do załatania lub zasłonięcia swoich wewnętrznych deficytów Miłość dojrzała może się pojawić jedynie pomiędzy równymi sobie ludźmi, którzy siebie do nieczego nie potrzebują ale decydują sie na dzielenie swojej pełni i wzajemne obdarzanie miłością.

Czym więc jest MIŁOŚĆ?

Przede wszystkim jest DZIAŁANIEM, aktywnością, przeciwieństwem inercji (bezczynności), jest wysiłkiem, świadomym zaangażowaniem, sukcesywnym dążeniem, rozpościeraniem swojego serca, otwieraniem się na to, co płynie od innych, przyjmowaniem zarówno tego, co dobre, jak i ryzyka zranienia. Zawiera w sobie aspekt bezbronności, gdyż obudowani i uzbrojeni możemy jedynie zaoferować twarde mury mechanizmów obronnych i zimnego dystansu. Miłość nie jest tylko ciepłym myśleniem o kimś czy mówieniem: kocham Cię. To DYSCYPLINA, poranne wstawanie mimo wielkiej niechęci, sprzątanie, pranie, gotowanie, dbanie o kogoś, troska, poświęcany czas i uwaga, to oglądanie z ukochanym po raz czwarty "Iron Mena" i pójście do kina na Godzillę bo wiesz, że lubi, to pamiętanie, by kupić żelki, zamiast czekoladek i przygotowanie rysunku, akcesoriów czy przebrania do przedszkola, to odwiedziny w szpitalu i udawanie, że nie słyszysz drobnych uszczypliwości, a dostrzegasz miłość, człowiecze cierpienie i niezaspokojone potrzeby. To codzienne, wytrwałe i do znudzenia powtarzane kocham Cię, przytulanie, uśmiech i gesty mówiące, jesteś dla mnie ważny/a. Miłość czasem pozwala zapomnieć o sobie, o swojej wygodzie, swoim ego, bo bardziej przyjemny i nagradzający jest wyraz promiennego szczęścia i radosnego zdziwienia z przygotowanej niespodzianki, z uprzejmości, zaangażowania i okazanej życzliwości. Miłość nie rodzi się w jednej chwili, trzeba ją pielęgnować z pietyzmem, jak drogocenną roślinę. Jeśli dasz jej żyznej ziemi i światła, będziesz podlewać i doglądać - wyrośnie piękna, silna i dorodna. Tutaj kluczowy jest czas. Nie da się tego wszystkiego zrobić z dnia na dzień, na zapas ani też nadrobić później.


"Jeśli zaczniemy myśleć o miłości jak o działaniu, a nie uczuciu, okaże się, że dzięki temu to słowo automatycznie zacznie się nam kojarzyć z odpowiedzialnością i sprawdzalnością."
/Bell Hooks/

Odpowiedzialność i sprawdzalność. Te dwie jakości budują przestrzeń wolności, zaufania i bezpieczeństwa, pomagają wzrastać w poczuciu sprawstwa i samodzielności. Bez uwikłania i sprzecznych komunikatów typu: kocham Cię ale nie mam dla Ciebie czasu, jesteś dla mnie ważny ale muszę się napić/pracować/sprzątać...

Miłość objawia się w działaniu

I to nie w każdym. Jak pisze Brene Brown w Darach niedoskonałości:

"Nie wiem, czy można kogoś kochać i jednocześnie go zdradzać lub być dlań okrutnym, ale z pewnością nie okazujemy w ten sposób miłości. A w miłości osobiście bardziej zależy mi na czynach niż na słowach. Chcę kogoś, kto będzie ją okazywał, a nie tylko o niej mówił."

Ku przestrodze niepewnego jutra i uciekających chwil:

"Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie. Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas, aby im powiedzieć „jak mi przykro”, „przepraszam”, „proszę”, „dziękuję” i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz.

Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne. Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są ci potrzebni." 



/Gabriel Garcia Marquez, List pożegnalny/
 

"Miłość jest sercem życia, a serce źródłem miłości. Trzeba dotrzeć do jądra własnej istoty, aby odnaleźć miłość, stanowiącą sens i spełnienie życia" /Alexander Lowen, Miłość, sex i serce/ 

Na złagodzenie tych podniosłych cytatów wierszyk przeczytany kiedyś w pamiętniku:

Miłość to takie uczucie
potrzebne jak dziura w bucie
Lecz gdyby dziury w bucie nie było
To jakby się nogę do niego włożyło?

"MIŁOŚĆ to energia, która rozciąga, otwiera, wysyła, zostaje, odsłania, ofiarowuje, goi. Strach to energia, która kurczy, zamyka, wciąga, ucieka, chowa, gromadzi, szkodzi." 
/N.D. Walsh, Rozmowy z Bogiem/

Którą wybierasz i decydujesz się wprowadzić w ruch?

Myślę, że miłość to esencja życia, siła sprawcza i nadająca sens, której brak często jest przyczyną nieszczęść i ludzkiego cierpienia. A jakby nie było - miłość ZAWSZE  jest dobrą ODPOWIEDZIĄ...

Sprawdź!

Brak komentarzy: